»The Silver Case – Recenzja (PS4)


Goichiego Sude
nie trzeba przedstawiać żadnemu fanowi japońszyczny. Jest twórcą dość specyficznym, wręcz ekstrawaganckim – w swoich grach nie boi się poruszać tematów tabu lub tych uważanych w wielu kręgach za kontrowersyjne. Znamy go z tak szalonych produkcji jak: Shadow of the Damned, dylogii No More Heroes czy Lollipop Chainsaw. Jednak jego największe dzieło, trylogia Kill The Past, została zapoczątkowana przez The Silver Case z 1999r. Była to również pierwsza gra studia Sudy – Grasshopper Manufacture. Dziś dzięki staraniom ludzi z GM możemy zagrać w zremasterowaną wersję tego dzieła (po raz pierwszy w Europie). Czy nadal jest to tytuł warty świeczki? Czy za bardzo nie nadszarpnął go ząb czasu?



Zremasterowany Silver Case wita nas nową wersję openingu, który jest dosyć ładny. Przypomina intro serialu w stylu X-Files – jest dynamicznym montażem scenek akcji przeplatanych tajemniczymi i niepokojącymi obrazami. Czołówka ukazuje formułę jaką obiera produkcja, która jest interaktywnym serialem w formie visual novel. Fabuła w Silver Case opowiada o tajemniczej serii zabójstw, w której wszystkie tropy prowadzą do podobnej sprawy z przeszłości. Jednakże sprawa ta znalazła swoje rozwiązanie, a winnego ujęto i skazano na śmierć. Czy ten trop jest w ogóle poprawny? Czy skazano jednak nie tę osobę?

Fabuła w The Silver Case jest ukazywana z dwóch perspektyw. W epizodach “Transmitter” jest ona ukazywana z perspektywy bezimiennego detektywa rozwiązującego zagadkę tytułowej “Silver Case”. Natomiast epizody “Placebo” śledzą poczynania Tokyo Morishimy – młodego dziennikarza, który prowadzi własne śledztwo wokół “srebrnej sprawy”.

W całej grze gameplayu jest bardzo mało i opiera się on głównie na rozwiązaniu jakiejś mało skomplikowanej zagadki, lub pójściu z punktu A, do punktu B. Jeszcze gorzej wygląda to w scenariuszach “Placebo”, gdzie interakcji jest około ¾ mniej i polega ona na mało zajmujących interakcjach w domu Tokyo. Sposób rozgrywki zestarzał się najgorzej. Polega ona na przemieszczaniu się po mapach w low poly 3D, z tank controlsami znanymi z klasycznych dungeon crawlerów. Ekipa remasterująca mogła pomyśleć nad usprawnieniem sterowania, bo nie dodaje ono klimatu, a jest tak archaiczne, że wręcz nieprzyjemne. W grze istnieje menu w którym możemy bawić się dowolnymi aspektami remasteru, muzyką, teksturami, openingiem itd. Według mnie tam ci wszyscy masochiści mogliby wybrać klasyczne sterowanie.

The Silver Case  broni się unikalnym stylem. Ręcznie malowane sceny są bardzo ładne, a stonowane barwy nadają klimatu. Muzyka Masafumiego Takady jest wręcz mistrzowska. Dominują w nim instrumenty klawiszowe i brzmienia elektroniczne, które są skomponowane w taki sposób, by narzucać odbiorcy uczucia z których dominują powaga, tajemniczość, dramatyzm. Najlepiej napisane są jednak postaci, które mimo dosyć słabego character developingu podczas gry, da się lubić. A moim ulubionym jest Tetsugoro Kusabi – wulgarny, nie przebierający w środkach, detektyw w średnim wieku, który w sumie jest typową postacią dla późniejszych tworów Sudy, jednakże Silver Case to festiwal różnorodnych, dobrze poprowadzonych postaci.


Mimo wad warto dać szansę The Silver Case, ponieważ opowiada ciekawą, nie binarną historię, która zostawia odbiorcę z wieloma pytaniami, na które zazwyczaj nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Tytuł zachwycił mnie i już nie mogę się doczekać zapowiedzianego na 2018 remastera kontynuacji 25th Ward: The Silver Case

Plusy
  • Dobrze poprowadzone postaci
  • Ręcznie rysowane sceny
  • Muzyka
Minusy
  • Braki w gameplayu
  • Archaiczne sterowanie

Ocena końcowa: 8-/10

Dziękujemy firmie NIS America za udostępnienie egzemplarza gry!

Autor: Pojler
Data: 18 grudnia 2017, 21:33

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *