»SNK Heroines – Recenzja (PS4)

Wstęp

Cukier, słodkości i różne śliczności – oto składniki, które wybrano do stworzenia idealnej bijatyki! Co prawda to intro z zupełnie innej bajki, ale tak bardzo oddaje co zobaczycie jak tylko włączycie SNK Heroines: Tag Team Frenzy. Tytuł mówi sam za siebie, mamy tutaj do czynienia z bijatyką 2-na-2, w której uczestniczą bohaterki serii The King Of Fighters oraz innych gier od SNK. Chciałbym od razu nadmienić, że to nie pierwszy taki tytuł, albowiem jest to duchowy następca _SNK Gal’s Fighters_ wydanego na Neo Geo Pocket Color w roku 2000. Czy formuła przetrwała próbę czasu? Czy tytuł oferuje coś więcej oprócz nadmiernej seksualizacji? CO U LICHA W TEJ GRZE ROBI TERRY BOGARD?!

Znalezione obrazy dla zapytania snk heroines terry bogard

Fabuła / setting

Akcja gry toczy się zaraz po wydarzeniach znanych z The King of Fighters XIV, kiedy to antagonista, Kukri, kierowany niepohamowaną obsesją na punkcie kobiet, tworzy przenośny wymiar, w którym bohaterki muszą zjednoczyć siły i walczyć ze sobą o przetrwanie. Jeżeli uważacie, drodzy czytelnicy, że to najbardziej “japońska” fabuła, jaką można sobie wyobraźić to… Tak, muszę się z Wami zgodzić. Pod kątem absurdu spokojnie przebija recenzowane przeze mnie Blaz Blue: Cross Tag Battle, które wydaje się być majstersztykiem przy tym dziele. Ale cóż, to bijatyka, kto by się spodziewał czegoś głębszego? I czy w ogóle gramy w bijatyki dla fabuły?

Otóż, na pewno w tym przypadku, odpowiedź brzmi “nie”. Ale SNK Heroines: Tag Team Frenzy zdaje sobie z tego sprawę. Jest to tytuł bardzo samoświadomy, bawiący się konwencją i widać, że każda decyzja była podjęta z premedytacją. Nienaturalnie wielkie piersi bohaterek, skąpe stroje, “dziewczęce” efekty wizualne, uświadczymy tutaj wszystkich znanych nam dobrze klisz.

Mechanika

Od strony mechaniki jest to kolejny tytuł, który celuje w uproszczenie sterowania. Nie znajdziemy tutaj szalenego wywijania kierunków jak w Guilty Gear, długich kombosów w stylu Tekkena czy pozycjonowania a’la Soul Calibur. Nie, sterowanie zostało mocno uproszczone, nawet jak na bijatyki 2.5D, gdzie do dyspozycji mamy słaby i mocny atak, specjalne ruchy, rzut oraz unik. Nie uświadczymy tutaj nawet jednej z najbardziej naturalnych rzeczy w bijatykach, czyli rozgraniczenia ciosów na niskie oraz wysokie. Pomimo tak pozornie wąskiego wachlarza ruchów mamy tutaj do czynienia z głębią taktyczną. Czekać z unikiem i w środku komba przeciwnika wpakować mu kontrę w plecy? A może lekkie mix-upy z rzutami?

To jeszcze nie wszystko, to czym SNK Heroines: Tag Team Frenzy różni się od innych bijatyk to zarządzanie zasobami. Obie bohaterki mają osobne paski zasobów (tutaj Spirit Gauge), ale wspólny pasek życia. Aby pokonać przeciwniczkę nie wystarczy zbić ilość hp do zera, ale trzeba odpalić specjalny ruch (Dream Finisher), który możemy wykonać tylko, gdy pasek zdrowia jest czerwony, a my mamy wystarczająco dużo Spirit Gauge. Wprowadza to bardzo ciekawą dynamikę, gdzie musimy dużo bardziej taktycznie myśleć, odpalając cios kończący pozbywamy się naszego specjalnego paska, a wtedy przeciwnik może robić z nami co chce, więc spamowanie zupełnie nie wchodzi w grę.

Do tego pojawiają się jeszcze przedmioty, co może się nieco kojarzyć z serią Smash Bros., które albo pasywnie regenerują zasoby, albo mają aktywne zastosowania, czy to przedłużając komba, czy też pomagając w ucieczce. Podczas gry wydawało mi się jednak, że gra lepiej by się broniła, gdyby było ich mniej, albo gdyby zostały zupełnie wycięte.

Audiowizualia

Jest słodko. Bardzo słodko. Słodko, aż do porzygu. Ilość efektów cząsteczkowych, błysków świateł oraz innych bodźców wizualnych potrafi spokojnie przyprawić o cukrzycę. Połączmy to jeszcze z całkiem niezłym udźwiękowieniem, dosyć różnorodną muzyką (większość okolice jpopu, ale mamy też nieco rockowych klimatów, czy bardziej orkiestralne fragmenty) oraz głosami bohaterek dostajemy mix, który potrafi być ciężki do strawienia. Ale jednak wszystko współgra ze sobą, jest spójne i, co więcej, czytelne na dłuższą metę.

Podsumowanie

Naprawdę długo zbierałem się do tej recenzji, szczerze mówiąc, nie wiedziałem komu tę grę polecić. Z jednej strony mamy sympatyczny, bardzo kolorowy tytuł ze skoczną muzyką jpop, prostą w nauczeniu się mechanikę oraz zastęp “waifu”, z drugiej, nietypowe podejście do bijatyk, pozornie (podkreślam, pozornie!) płytki gameplay i głupawą fabułę. Jeżeli jesteście fanami nietypowych bijatyk, uwielbiacie serię The King of Fighters, albo chcecie po prostu pośmiać się ze znajomymi piorąc się po gębach w “zbyt japońskiej” otoczce, to tytuł dla Was. W innym wypadku może być sporym rozczarowaniem, szczególnie jeżeli wolicie bardziej “poważne” bijatyki.


Plusy
  • Przyjazne dla nowych graczy
  • Wystarczająco dużo głębi
  • Przystępna cena na premierę
  • FEM TERRY BOGARD! <3
Minusy
  • Niezbyt wielki roster
  • Słodkie do porzygu
  • Dziwne decyzje designerskie
  • Na skraju “dobrego smaku”

Dziękujemy firmie NIS America za udostępnienie egzemplarza gry!

Autor: Izzy
Data: 13 grudnia 2018, 14:18

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *