»Sin & Punishment – Recenzja (N64/Wii U)

Sin_and_Punishment_logo

Są gry, które słusznie na stałe zapisały się w historii. Serie kultowe, rewolucyjne, pokazujące temat od innej strony i generalnie takie, które w jakiś sposób zasłużyły na to miano. Jestem w stanie zrozumieć fenomen większości z nich, nawet, jeśli się z nim nie zgadzam – czasami jednak natrafiam na tytuł, którego pozytywne oceny wykraczają poza mój sposób rozumowania. Tak i było w przypadku tej „perełki” na N64.

Kiedy spojrzałam na wszystkie inne gry z tej konsoli dostępne na Wii U, byłam zdziwiona, że akurat tej dostał się virtual console’owy port. Oprócz popularnych i lubianych gier od Nintendo, takich jak Ocarina of Time czy Super Mario 64, dostaliśmy również Sin & Punishment, o którym wcześniej specjalnie wiele nie słyszałam. Reaserch powiedział mi jednak, że wielu graczy uważa ten tytuł za absolutny klasyk, świetny w swojej kategorii. Parę losowych opinii, które przeczytałam, nastawiły mnie całkiem pozytywnie, niestety.

Na początku gry dostajemy cutscenkę, w której… ktoś rozmawia z kimś o czymś… serio, starałam się wychwycić jak najwięcej z Poważnej Fabuły, którą serwuje nam gra, ale graniczyło to z cudem z paru powodów. Voice acting jest TRAGICZNY. Chociaż nawet „tragiczny” nie jest odpowiednim słowem na te sztuczne i tępe dialogi, wypowiadane przez postaci.
Powiedziałabym, że „ej, ale zawsze są napisy”, jednak w tym tytule pozostawiono je w oryginalnym języku i żeby coś z nich zrozumieć, trzeba umieć japońskie krzaczki – najwyraźniej zrobienie tragicznego dubbingu było tańsze od wklejenia napisów. Ale dobra, i tak nie jest to nawet w połowie tak złym rozwiązaniem, jak odgłosy, które wydają z siebie postaci przy oberwaniu. „Nooo!” i „ugh” śnią mi się po nocach, poważnie, dla takich chwil się umiera.

630886-sin-and-punishment-nintendo-64-screenshot-shoot-this-guys

Cutscenki oglądałam raczej z obowiązku, bo co prawda nie mam jakiś specjalnych problemów z rozumieniem angielskiego, ale po prostu nie byłam wstanie zrozumieć wiele z historii w tym tytule. Jest Saki, pół-człowiek, pół-Ruffian (zmutowane potwory, z którymi będziemy pokonywać w grze), i z pomocą dwóch dziewczynek walczy on z bestiami i w ogóle… gdzieś tam był jakiś plot twist, gdzieś tam kogoś zabijamy i tyle. Z pomocą znowu przyszedł mi internet, który pomógł poukładać mi oglądane jednym okiem przerywniki i ułożył fabułę w jedną całość – po przeanalizowaniu tego przyznaję, że nie jest ona jakoś specjalnie zła, za to przedstawiona w wyjątkowo chaotyczny i niedbały sposób, który nie był w stanie przyciągnąć mnie do ekranu.

Niestety nie jest to jednak największy problem, bo w końcu w rail shootery raczej nie przechodzi się dla fabuły. Być może zastanawiacie się, skąd nazwa gry – śpieszę z wyjaśnieniem. Otóż tytułowym „grzechem” jest stworzenie tak irytującego sterowania, natomiast „karą” dla gracza jest korzystać z tych diabelskich wymiocin, żeby przejść grę. Sterowanie jest bardzo dziwne i nieintuicyjne, przynajmniej do momentu, kiedy się przyzwyczaisz. A jak już się przyzwyczaisz… to w gruncie rzeczy nic się nie zmienia. Po jednodniowej przerwie od walki z tym tytułem wydawało mi się ono wydawało mi się równie toporne, co wcześniej, mimo doświadczenia.

A to chyba nie jest dobrze, kiedy gra, która skupia się na refleksie i celności, odrzuca od siebie sterowaniem, pomijając już wszystko inne. W niektóre poziomy grało mi się całkiem przyjemnie, ale inne sprawiły, że przeklinałam swój recenzencki los i przymus marnowania na nie czasu. Szczytem była lokacja, chyba najdłuższa w grze, która powtórzyła niemalże tą samą, długawą sekwencję z trzy razy, dopóki nie raczyła nas wysłać dalej. Przejście nielubianej planszy to raz, moment, w którym tytuł zmusza cię do zrobienia tego trzykrotnie swego czasu wyczerpał moją cierpliwość.

Sama gra, na szczęście dla mnie, długa nie była. Spokojnie można uporać się z nią w dwie godzinki, zwłaszcza, że opcja „continute” po przegranej czy niespecjalnie uczciwe zapisywanie przez Virtual Console przychodzi z pomocą. Dlatego naprawdę nie jestem pewna, czy jest jakikolwiek sens wydawać na nią 40 złotych; no chyba, że jesteście fanami zdobywania punktów i bicia swoich własnych rekordów, ale mam wrażenie, że jest masa tytułów, które w większym stopniu spełniłyby wasze zachcianki w tym zakresie. Nie jestem więc w stanie wymyślić żadnego konkretnego powodu, dla którego ktokolwiek obecnie miałby się zainteresować tym tytułem za taką cenę, tak więc czujcie się ostrzeżeni, a ja z czystym sumieniem wracam do lepszych gier.

Plusy
  • Niektóre plansze są zrobione ciekawie i z pomysłem, czy coś
  • Chodzenie i strzelanie jest fajne
Minusy
  • Tragiczne sterowanie
  • Tragiczny voice acting
  • Chaotyczna i niejasna fabuła

Ocena końcowa: 4/10

Autor: Shippo
Data: 6 maja 2016, 12:51

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *