»Sakura Wars – Dredowa Retro Recenzja (SAT)

sakuracover
Jesteś fanem mangi i anime? Sporo czasu spędzasz przy śledzeniu najnowszych „epków” czy „czapterów”, aby być na bieżąco ze swoimi ulubionymi seriami? Jeżeli tak, to podejrzewam też, iż niejednokrotnie przyśniło Ci się, że jesteś jednym z bohaterów ukochanej serii animowanej. Skłamałbym, gdybym powiedział, że mi się to nie przytrafiło. Ale co zrobić, aby urzeczywistnić owe marzenia? Na pewno nie da się tego zrealizować w pełni.

Niektórzy, aby zaspokoić swoje pragnienia, zajmują się cosplayem, czyli (dla osób niezorientowanych) przebierają się za ulubione postaci. Inni starają się bardzo dogłębnie poznać uniwersum danej serii (jeżeli takowe jest wystarczająco rozbudowane). A jeszcze inni parają się sztuką zwaną fanfikami – pisaniem krótkich opowiadań umiejscowionych w świecie danego serialu animowanego czy też komiksu pochodzenia dalekowschodniego.

Co jednak zrobić, jeżeli wymienione wyżej metody nie zaspokoiły pragnień danego fana mangi i anime? Cóż, pozostaje jedynie zapoznanie się z grą na Segę Saturn pod tytułem Sakura Wars. Chyba najlepszy „symulator anime” dostępny wśród gier na konsole.|

Na początek może mała lekcja historii i trochę informacji na temat konsoli, na którą Sakura Wars zostało wydane. Sega Saturn, wydana pod koniec 1994 roku, to 32-bitowa platforma do gier wykorzystująca płyty CD (oraz czasem kartridże) jako nośnik danych. Zapewne wielu z Was nie słyszało o tym sprzęcie, lub też ma o nim powierzchowne informacje dostarczane przez popularne serwisy internetowe. Nie dziwię się temu, bowiem owa konsolka nie za dobrze sobie radziła na światowych rynkach, a było to niestety wynikiem wielu błędnych posunięć ze strony Segi oraz brakiem jakiegokolwiek porozumienia między obydwoma oddziałami firmy (amerykańskim i japońskim). Chcecie przykład owych złych decyzji? Że zacytuję niejakiego pana Kalinske, ówczesnego prezesa Sega of America: „gry RPG nie sprzedają się u nas w Stanach”. Słowa te były wypowiedziane w tym samym roku, podczas którego wydano Final Fantasy VII. Jednak poza byciem niewątpliwie interesującym etapem w  historii niebieskiej firmy, Saturn pozostawił nam też coś równie ciekawego. Są to fenomenalne gry, które po dziś dzień są uwielbiane przez graczy. Wypowiedzcie tylko tytuł Radiant Silvergun w obecności zaprawionego w bojach fana kosmicznych strzelanin, tudzież wspomnijcie o Panzer Dragoon Sadze hardkorowemu jRPG-owcowi. Usłyszycie same baardzo pochwalne opinie. ;) Wymienione wyżej gry pochodziły z Japonii, kraju, gdzie Saturn najlepiej sobie radził – głównie dzięki świetnej (i zabawnej) kampanii medialnej z udziałem Segaty Sanshiro, japońskiego odpowiednika Turbodymomena. Sakura Wars, o którym będzie dalej, zrobił tyle dla SAT-a, co FFVII dla PlayStation, czy Zelda: Ocarina of Time dla N64. Proponowałbym więc sprawdzić, czy  SW zasłużenie pojawiała się na bardzo wysokich pozycjach w notowaniach najlepszych gier wszechczasów według czytelników Famitsu.

54416-Sakura_Taisen_1_Disc_1_of_2_(J)-5

Ogami Ichiro, młody chorąży ze szkoły oficerskiej, został przydzielony jako dowódca oddziału Teikokagekidan (wedle tłumaczenia z anime: Flower Division), zajmującego się niezwykle ważną funkcją, jaką jest ochrona stolicy japońskiego imperium przed atakami jednostek sił nieczystych. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy dociera do samej bazy. Owa baza okazuje się być bardzo popularnym w Tokio teatrem, złożonym wyłącznie z przedstawicielek płci pięknej, a samemu Ogamiemu przydzielone zostało niebywale ważne zadanie: kasowanie biletów na sztuki teatralne. Na dodatek w nocy, gdy już całkowicie zdezorientowany Ogami chce się położyć spać, dowiaduje się o swojej kolejnej (jakże przyjemnej) funkcji, którą jest… strzeżenie teatru. Na szczęście, po upływie nieszczęsnego pierwszego dnia (i nocy), wszystko zaczyna wychodzić na jaw: teatr to jedynie przykrywka dla działalności Teikokagekidan. W dni wolne od pracy oraz w momencie zagrożenia, pracownicy teatru przywdziewają wojskowe mundury i przejmują stery  sporych (rozmiarem), blaszanych robotów napędzanych parą.

Kohran sakura Iris

Oprócz głównego bohatera, pojawiają się także inne postaci. Przede wszystkim tytułowa Sakura Shinguchi – skromna, ale jednocześnie bardzo uczuciowa dziewczyna pochodząca ze wsi. Oprócz niej napotkać też możemy: Sumire, stereotypową „aktorkę z Hollywood” z ego wystrzelonym w kosmos, Marię, Rosjankę niosącą cały czas w swojej podświadomości piętno przeżytej lata temu wojny na ojczystej ziemi; Kohran, niezwykle sympatyczną, nie stroniącą od żartów Chinkę, która pochwalić się może ogromnymi zdolnościami manualnymi, jak również dużym udziałem przy stworzeniu koubu, czyli wspomnianych wcześniej mechów działających na parę wodną. Oprócz tego, członkiniami Teikokagekidan są: Iris, pochodzące z Francji dziecko, której, oprócz zabawy z innymi dziewczynami, w głowie siedzą jedynie uwielbiane przez nią pluszowe niedźwiadki i… Ogami, w którym jest szczęśliwie/nieszczęśliwie zakochana (wyjaśnię to w dalszej części recenzji). Jest też Kanna, chłopczyca wychowywana latami na doskonałego karatekę i oprócz męskich cech osobowości skrywająca też bardziej subtelną, kobiecą stronę swej natury. Naszą obsadę zamyka generał Yoneda, alkoholik, którego niejednokrotnie można spotkać w stanie wskazującym za dnia, gdy sprawuje funkcję szefa i menadżera teatru. Na szczęście w momentach zagrożenia potrafi zachować trzeźwość zarówno ciała, jak i umysłu. Zapomniałbym o Ayame, pomagającej w podejmowaniu decyzji Yonedzie, skrywającej w sobie pewną tajemnicę, której sama nie jest światoma…

Tak mniej więcej przedstawia się fabuła. Jej ostateczna ocena jak zwykle zależy od punktu „siedzenia”. Jeżeli miałbym oceniać to jak każde inne anime – szczerze, nie widzę tu nic oryginalnego.. Jednakże ja, jako zagorzały miłośnik jRPG, uważam ją za naprawdę świeżą. Stanowiła dla mnie bardzo miłą odskocznię od pełnych patosu i podniosłych przemów, historii o ratowaniu świata w totalnie stereotypowym świecie fantasy. Tutaj otrzymuję bardzo ciekawie zaprojektowany świat, którym na dobrą sprawę jest Tokio z początku drugiej dekady XX wieku (nie jest to jednak zwykłe Tokio, lecz steampunkowe). Oprócz tego, cieszą mnie jak najbardziej normalne osobowości zarówno bohaterów, jak i czarnych charakterów. Nie ma żadnych Cloudów czy Sephirothów, których historie życiowe zostały tak zaplątane przez twórców, że gracz dostaje bólu głowy od samej próby uporządkowania ich. Tak, bohaterowie w swoich charakterach są prości, ale nie prostaccy! Mimo wszystko, odczuwam do nich dużą sympatię, a czytanie ich wypowiedzi sprawiało mi dużą radość. Wydawać też by się mogło, że fabuła jest  schematyczna i monotonna. Nic bardziej mylnego! Opowiedziana historia co prawda nie powala na początku, ale w dalszej części jest poważniej, a co za tym idzie – wciągająco i mniej schematycznie! Jedyne, co mógłbym zarzucić grze, to zbyt duże podobieństwo finału całej historii do pewnego momentu w Sailor Moon…

sumire villains yoneda&ayame

Należałoby też się usprawiedliwić tym, dlaczego mówiłem we wstępie o SW jak o niemal interaktywnym anime. Otóż fabuła w grze jest podzielona na epizody – czy, jak kto woli, na „epki”. Te z kolei są przerywane eyecatchami, podczas których możemy zapisać grę, czy też podejrzeć współczynniki naszych bohaterek. Uświadczyć też możemy openingu (przy każdym uruchomieniu gry), który, jak to przystało na „OP”, jest niezwykle chwytliwy i zdarzało mi się go nawet nucić. Pod koniec każdego epizodu dostajemy także preview następnego odcinka!

A jak z samą grą? Jak na swoje czasy była bardzo innowacyjna i sama stworzyła podwaliny pod nowy podgatunek gier. Najkrócej można by to opisać jako połączenie visual novel/dating sima w stylu Tokimeki Memorial od Konami oraz taktycznego jRPG w stylu Front Mission – również od Square – czy Super Robot Wars od Banpresto. Czyli, jak się możecie domyślić, gameplay jest podzielony na dwie części. W pierwszej rozmawiamy i integrujemy się z bohaterkami, jednocześnie  je poznając, w drugiej walczymy „o dobro, miłość i sprawiedliwość”. ;) W części visualowej przemierzamy i zwiedzamy budynek teatru, choć czasem zdarzy nam się opuścić jego mury. Dla osób przyzwyczajonych do bardziej swobodnych, zachodnich gier przygodowych, zaskoczeniem będą znikome wręcz możliwości interakcji z otoczeniem, bowiem jedynie parokrotnie przyjdzie nam skorzystać z naszego ekwipunku i tylko w ściśle określonych momentach będziemy mieli możliwość obserwowania otoczenia (klikamy kursorem na obiekt i otrzymujemy jego opis). Nie znaczy to jednak, że gra jest liniowa! Jak przystało na VN/DT, dużą rolę  odgrywają tu dialogi z postaciami i (przede wszystkim) podejmowane przez gracza w trakcie nich decyzje. Każda bowiem ma duży wpływ na rozwój fabuły i to od gracza zależy, jak się ona potoczy. Charakterystycznym dla serii Sakura Wars jest system udzielania odpowiedzi, zwany LIPS (Live & Interactive Picture System) i tutaj po raz pierwszy został on przedstawiony graczom. Jego działanie objawia się tym, że gracz ma bardzo mało czasu na udzielenie odpowiedzi (10-15 sekund, czasami mniej, czasemi nie ma ograniczenia czasowego). Gracz nie musi udzielać odpowiedzi, co także ma wpływ na rozwój akcji w grze. Oprócz „randkowej” części gry, akcja przenosi się także na pole bitwy. Ktoś, kto grał we wspomniane Front Mission czy inne taktyczne RPG-i poczuje się jak w domu, bowiem interfejs jest niezwykle przyjazny. Jedyne co różni go od innych tacticali, to jedna z dodatkowych zdolności dowódcy – czyli Ogamiego – dzięki której chroni od obrażeń swym ciałem wybranego żołnierza (innymi słowy, jedną z dziewcząt). Mogłoby się zdawać, że obydwie „części” nie mają ze sobą żadnego punktu stycznego i są jakby od siebie odseparowane. Błąd! Relacje, jakie ma główny bohater z koleżankami, są bardzo ważne! Jeżeli Ogami jest w dobrych stosunkach z (dajmy na to) Kohran, okaże się ona bardzo mocnym żołnierzem i będzie zaskakująco potężnie atakowała wrogie jednostki, w przeciwieństwie do (strzelam) Sumire, z którą się pokłóciliśmy. Jeżeli z którąś z „kobitek” łączy nas coś więcej, będziemy z nią mogli uderzać atakiem łączonym. Powodzenie podczas walki także ma znaczenie na relacje z podwładnymi, bowiem w wypadku unicestwienia którejś z bohaterek, obniżają się także jej statystyki. Od czasu do czasu, pomagając w niektórych momentach członkom drużyny, przyjdzie nam się zmierzyć z minigrami. Jest wśród nich między innymi Koi Koi, czyli dalekowschodnie połączenie brydża z memory. Zagramy też w specyficzną wersję Road Fightera, pogotujemy razem z Marią, a nawet postrzelamy do celu na festynie, jak w rasowym rail shooterze!

281700-sakura-taisen-sega-saturn-screenshot-sakura-might-be-in-a

Czyli ogółem gra się bardzo przyjemnie, choć mógłbym wytknąć to, że bitwy czasem są wręcz banalne pod względem poziomu trudności i jedynie końcówka może się zdawać bardziej wymagająca. A może ja po prostu mam tak dobrze „obcykane” tacticale? Nie wiem… jest jednak jeden zasadniczy problem z Sakura Wars. Bowiem nigdy tej gry (ani następnych części serii, oprócz piątej) nie wydano poza granicami Japonii, a co za tym idzie jest całkowicie po japońsku. Uspokoić na szczęście muszę, iż granie w Sakura Wars bez znajomości języka Kurosawy nie jest wbrew pozorom takie trudne. Po wydrukowaniu całego przetłumaczonego skryptu z GameFAQs […co – dop. Shippo]  jest całkiem wygodnie i bawiłem się równie dobrze, jak przy oficjalnie wydanych grach, bądź też w przypadku gier z zaimplementowanymi patchami tłumaczącymi tekst. Ciężej niestety będzie osobom, które nie posiadają drukarki ani laptopa. W takiej sytuacji, bieganie od biurka do sofy przed telewizorem (lub też ciągłe klikanie po zakładkach na pasku startu w Windowsie), praktycznie całkowicie uniemożliwia grę.

KannaMaria

Co jednak z grafiką? Stoi na bardzo wysokim poziomie. W części randkowej uświadczyć możemy albo ręcznie rysowane, albo prerenderowane tła, na których ukazują się bardzo ładnie animowane przez silnik konsoli wizerunki bohaterek. Minigierki to przede wszystkim ślicznie animowane sprite’y 2D z wizerunkami super-deformed protagonistów. Najśliczniej za to pod względem grafiki jest podczas walk, czyli podczas części taktycznej. Nasze oczy mogą się wtedy napawać pięknymi, izometrycznymi, prerenderowanymi, dwuwymiarowymi wizualizacjami. Jeżeli ktoś z was za młodu zagrywał się w obie części Fallouta na PC, patrząc na Sakura Wars zakręci mu się łezka w oku. :’) Szczerze, to nie ma w tym nic specjalnego, porównując to do innych tRPG-ów, ale ze względu na sentyment do wspomnianego Fallouta, użyłem określenia „piękny”. Od czasu do czasu pojawią się też FMVki, zarówno te anim(e)owane, jak i te przygotowane technologią CGI. Biorąc pod uwagę możliwości Saturna i używanego przezeń kodeka Cinepak, mogę powiedzieć, że „filmiki” w grze pod względem technicznym prezentują się nie aż tak źle, a momentami nawet ładnie.

Udźwiękowienie oczywiście także nie odstaje od reszty i nie sprawia, że gracz jest zmuszony do przyciszenia głośników. Wypowiedzi bohaterek są czasem wspierane bardzo dobrym jakościowo voice actingiem w wykonaniu znanych japońskich seiyuu. Muzycznie też jest przyzwoicie, niektóre motywy wręcz zapadają w pamięć, w szczególności opening, który pojawia się w dwóch wariantach.

Sakura Wars nie jest grą dla każdego. Jeżeli ktoś cierpi na chroniczną alergię na anime, powinien trzymać się od tego tytułu z daleka. To samo się tyczy też tych, którzy nie tolerują gry z użyciem solucji z przetłumaczonym skryptem z GameFAQs. Jeżeli wyżej wymienione ograniczenia nie dotyczą Ciebie, bierz ten tytuł w ciemno. Znajomość bardziej popularnego anime i mangi, które powstały na podstawie gry, nie jest wcale wymagana. Ja się w towarzystwie dziewcząt z Teikokagekidan bawiłem znakomicie i mam nadzieję, że również czytający tę recenzję po Sakura Wars sięgną. I nie musicie się jedynie ograniczać do Segi Saturn, bo Sakura Taisen doczekała się konwersji na szereg innych platform, w tym na PSP, PC i PS2!

Skany okładki i instrukcji są autorstwa Dredzia. No i sam tekst przeleżał w szufladzie do dzisiaj :P

Zapraszamy również na stronę Contra Banda, w której zobaczycie więcej tekstów Dredzia. :)

Autor: Dred
Data: 16 kwietnia 2016, 11:14

Komentarze na temat “Sakura Wars – Dredowa Retro Recenzja (SAT)”

  1. Dred pisze:

    pragnę nadmienić że ten tekst ma kilka lat, a wtedy takie urządzenia jak tablety, czy smartfony nie były aż tak dobrze rozpowszechnione.

    stąd tekst może się wydawać z deczka dziwny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>