»Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 4 – Recenzja (PC)

Nie ukrywam, że bardzo czekałem na najnowsze Naruto. Powodów było kilka. Po pierwsze, jest to naprawdę świetna seria bijatyk (no dobra, pomińmy udziwnione Revolution). Po drugie, miałem duże oczekiwania na poprawę po poprzedniej części, a po trzecie – była to jedyna gra mangowa od Namco Bandai, która nie dostała wersji na poprzednią generację – jak to było chociażby w przypadku One Piece czy Dragon Balla. Ponadto premiera gry zaliczyła spore przesunięcie w czasie. Czy udało się zakończyć serię z przytupem? Czy też może gra nie spełniła oczekiwań? O tym wszystkim poniżej.

Czym jest seria Naruto, to chyba nie muszę tłumaczyć. W skrócie – to kiepskie anime, w którym nikt już nie pamięta o co chodzi, a sens został zapomniany lata temu. Na takim oto materiale zawsze bazowała ekipa z CyberConnect2 i trzeba przyznać, że fuszerki nie zdarzało im się odwalać.

Tym razem zamiast wymiarowej walki o kuleczki mamy tryb fabularny oparty na mandze. Chociaż tak właściwie to są ich dwa –  w pierwszym wybieramy kolejne istotne walki z serii plus oglądamy dłuuugie cutscenki. Bardzo fajnym ficzerem jest to, że teraz widzimy ile mniej więcej ma nam zająć każda walka, dzięki czemu możemy sobie zaplanować czas gry.

Drugi tryb fabularny dzieje się po wydarzeniach z mangi i to tutaj możemy chodzić po znanych nam terenach z wcześniejszych części. Tym razem jednak nie krążymy tyle po lasach czy bezdrożach, a niemal od razu możemy przemieszczać się pomiędzy głównymi lokacjami. W tych z kolei mamy teleporty, dzięki którym wszędzie dotrzemy szybko – bo i czasy ładowania są krótkie. To tutaj będziemy zbierać questy od rożnych postaci, polegające głównie na „przynieś, podaj, pozamiataj i powalcz”. Do tego cały czas pojawiają się dodatkowe zadania, a także mamy do zrobienia mnóstwo pierdółek typu „pomóż xx postaciom” czy „zrób xx kroków”. Jak dla mnie super sprawa. Jeśli zaś jesteście fanem Naruto i zbieractwa (lub chociaż jednej z tych rzeczy) to możecie na tony zdobywać wszelakich tytułów, kart, czy innych obrazków.

Prócz trybów fabularnych mamy oczywiście online, które działa niestety topornie jak zwykle – wolno, mnóstwo lagów i zacinająca mi komputer zakładka bingo book. Prócz gry w sieci mamy tradycyjnie zwykły battle między graczami/przeciwko komputerowi, survival, tryby ligi, turniejowe czy wyzwania. Z ciekawostek: odpaliłem któregoś dnia grę i dostałem komunikat, ze dzisiaj urodziny trzeciego Hokage, dzięki czemu przedmioty za walkę dostajemy podwójnie. Fajna sprawa.

Największa zmianą w rozgrywce jest system walki. Pokrótce wspomnę tylko o zmianie w singlu: nasi główni rywale mają trochę więcej pasków życia niż zazwyczaj oraz są znacznie trudniejsi. Paradoksalnie ułatwiono QTE, których spudłowanie nie karze nas zazwyczaj wcale. Uległo ono małej modyfikacji – czasem widzimy gdzie mamy zrobić unik, a nie co wcisnąć, i ogólnie kombinacje są jakieś takie… łatwe i niewymagające. Z jednej strony to dobrze, z drugiej tworzy to jakiś dziwny balans walk, a właściwie jego brak. Niemniej ogląda się to z przyjemnością.

Ponadto zniknęły klasyczne postacie supportujace. Teraz możemy sterować każdą z wybranych postaci, pomiędzy którymi się przełączamy (przez co zniknęło sporo tych, które były wcześniej tylko supportami). Dodatkowo prócz kilku wersji tych samych bohaterów możemy wybierać jej kilka podwersji, różniących się atakami czy wyglądem, a nawet wtedy wciąż możemy wybrać jakie ma mieć Ninjutsu czy Ultimate Jutsu. Brzmi to zawile, ale to dlatego, że… w gruncie rzeczy właśnie tak jest; głównie przez mało czytelny ekran wyboru postaci, na który wciśnięto mnóstwo informacji. Ucierpiało przez to ponownie okienko wyboru postaci, w którym musimy ciągle zmieniać zakładki. Zniknęły za to inne finiszery w przypadku doboru konkretnych walczących oraz charakterystyczne nazwy takowych drużyn. Pojawiła się za to fajna ciekawostka. Jeśli mamy odpowiedni team to nasze Team Ultimate Jutsu nie polega już na tym, że pomocnicy jakoś klepią rywala, a my robimy to co zwykle, a mamy zupełnie nowy wspólny łączony atak. Fajna ciekawostka.

Oprawa AV jest cudna. Widać, że opóźnienie nie poszło na marne i graficznie wszystko aż się błyszczy. Muzyka zaś to charakterystyczne dla serii ninja japońskie klimaty, pasują idealnie, ale raczej nie są niczym co bym wrzucił do odsłuchiwania poza grą.

Przejdźmy zatem do wad. Te zaś od początku serii pozostają bez zmian. Gra nie wyrabia, gdy dzieje się za dużo na ekranie, ba – w walkach z niektórymi bossami odnosi się wrażenie, że rozgrywka zaraz przejdzie w pokaz slajdów. I a propos slajdów – tak mniej więcej wygląda większość cutscenek: nie są ani animowane, ani nie są na silniku gry. Pro prostu nieruchome klatki z podłożonym dźwiękiem. Trochę wstyd. Do tego wersja pecetowa cierpi na typowe grzechy japońskich produkcji na tejże platformie. Na starcie nie odpaliła się w full screnie, a wybranie tej opcji nie sprawiło niestety by gra zaczęła się uruchamiać się normalnie i czasem muszę skakać po opcjach. Raz zdarzyło się, że wejście w zakładkę steamową sprawiło, że gra przestała wykrywać pada i musiałem wrócić klawiaturą do menu głównego aby tam ponownie, magicznie wykryło kontroler. No i wspominane wcześniej problemy z online.

Z cyklu: informacje, które nie zmieściły się w innych akapitach. Gra ma season pass kosztujący około 80 złotych, w ramach którego otrzymamy trzy pokaźne DLCkowe składanki. To nie będą to tylko czapeczki czy kostiumy jak w ostatnich dwóch częściach, lecz zbiory wszystkiego. Od wspomnianych wcześniej kostiumów, po nowe postacie, łączone jutsu czy scenariusze.

W istotnej dla wielu kwestii achievmentowej to szału nie ma. Większość osiągnięć skopiowana z poprzedniej części, a reszta to po prostu zaliczenie kolejnych epizodów trybu fabularnego z rangą S lub bez. Niektórych ucieszy fakt, że gra posiada polskie napisy. Ja momentalnie je wyłączyłem gdyż znowu nie rozumiałbym połowy na siłę tłumaczonych ataków czy opisów misji. Jako przykład dlaczego preferuję grę po angielsku z japońskimi głosami niech posłuży taki oto opis jednego z osiągnięć: „Odtw. obraz tajem. techniki wykończ. wykonując powiązaną tajem. tech. lub tech. przemiany mieszanej.”

Jak mogę podsumować najnowsze Naruto? Z pewnością jest to kawał świetnej rozrywki, który zadowoli zarówno fanów serii jak i nowych graczy. Owszem zmiany w rozgrywce niektórym mogą nie przypaść do gustu, ale jak dla mnie były to świetne posunięcia. Irytują błędy techniczne, więc liczę na ich szybkie spatchowanie i czekam na nadchodzące DLC, za które dzięki uprzejmości firmy Cenega nie muszę płacić.

Plusy
  • Zlikwidowanie systemu walki z Revolution
  • Zmiany w mechanice
  • Oprawa AV
Minusy
  • Niedoróbki techniczne
  • Wciąż kulejący online

Ocena końcowa: 8+/10

Dziękujemy firmie Cenega za udostępnienie egzemplarza gry!

Autor: CELL767
Data: 25 lutego 2016, 03:12

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *