»Legend of Zelda: A Link to the Past – Recenzja (VC/3DS)

Z The Legend of Zelda nigdy nie miałem dłuższej styczności. Dosłownie kilka minut grałem w pierwszą odsłonę i tylko odrobinę więcej czasu poświęciłem A Link Between Worlds. The Legend of Zelda: A Link to the Past z 1992 roku jest więc pierwszą z „Zeld”, z którą spędziłem kilka wieczorów. I pewnie nieprędko wrócę do serii, a przynajmniej nie do jej standardowych odsłon.

Przygodę zaczynamy budząc się w naszym małym domku. Od razu dowiadujemy się, że zły czarownik Agahim porwał księżniczkę Zeldę i trzeba ją uratować. Jakby ktoś mnie przed zagraniem w grę spytał o czym jest The Legend of Zelda to powiedziałbym, że właśnie o tym. Fabuła do skomplikowanych nie należy, ale przecież ponoć nie o to chodzi, a o samą przygodę. Nasz bohater – który niekoniecznie musi nazywać się Link, bo możemy go nazwać jak chcemy – podczas swoich przygód pokonuje lasy, góry, pustynie, labirynty, wodospady, inne światy i dungeony. Przy naszych podróżach będziemy wykorzystywać najróżniejsze narzędzia jak płetwy czy hak z liną, które pozwolą nam zwiedzić kolejne partie świata, wcześniej dla gracza niedostępne. Wspomnianych wcześniej dungeonów w grze jest ponad dziesięć i to one sprawiać nam będą główne trudności, bo gra jest momentami całkiem wymagająca. Nie zawsze w dobry sposób.

34385-legend_of_zelda_the_-_a_link_to_the_past_usa-12

Co mam na myśli? Rzeczywiście fajnie, że walki z bossami, które kończą każdy dungeon, są trudne. Nikt nas nie prowadzi za rękę i sami musimy wykombinować jak do danego przeciwnika się dobrać, by w ogóle zadać mu obrażenia. Zazwyczaj sprowadza się to do użycia przedmiotu, który dopiero co znaleźliśmy. Czasem są też inne sposoby, ale generalnie wykorzystanie nowej znajdźki przyniesie jakiś efekt. Z drugiej strony, przy próbach rozgryzienia o co w danej walce chodzi, zdarzy się nam nie raz i nie dwa umrzeć. Wtedy musimy znów przebiec się przez cały dungeon, pokonując przeszkody jeszcze raz, by ponownie stanąć przeciwko szefowi danych podziemi. Wkurzające? Bardzo. Na szczęście grając w A Link to the Past na N3DS-ie możemy, używając Virtual Console, zrobić sobie „migawkę” miejsca, w jakim byliśmy wcześniej. Taki rodzaj quicksave’a, który oszczędza nam sporo czasu.

34385-legend_of_zelda_the_-_a_link_to_the_past_usa-24

Wyjdźmy jednak z dungeonów. Jak wspomniałem na początku- świat jest różnorodny. Nie sposób się nudzić, zwłaszcza, że tytuł zawiera mnóstwo sekretów. Wiele rzeczy można przesunąć, podnieść, zniszczyć, by dostać się w nowe, ukryte miejsca. Można więc po prostu sobie pójść i zwiedzać. A nawet trzeba. Gra nie tyle co nagradza za pomysłowość w odkrywaniu, co karze gracza, który tego nie robi. Nie podoba Ci się dosłowne wchodzenie w ściany? Nie zaliczysz dungeonu. Nie przyszło Ci do głowy spadać w każdą dziurę w podłodze? Za kilka godzin rozgrywki okaże się, że nie wziąłeś bardzo ważnego przedmiotu i teraz musisz kombinować, by się po niego wrócić. Nie masz zamiaru patrzeć na każdą ścianę żeby znaleźć w niej pękniecie, które możesz wysadzić bombą? Zabraknie Ci kluczy. Naprawdę, nie byłoby w tym nic złego, gdyby te sekrety były tylko sekretami, dodatkami do rozgrywki. Ale nie, to są rzeczy, które trzeba robić, jeżeli chce się przejść grę. Może i same walki z bossami są wymagające, dungeony trudne i ciekawe, jednak te powyższe rzeczy strasznie sztucznie zawyżają poziom trudności gry.

34385-legend_of_zelda_the_-_a_link_to_the_past_usa-30

Jak już o ścianach wspomniałem, to wykorzystano tutaj bardzo ciekawy zabieg- wszystkie są widoczne dla gracza w taki sam sposób, mimo że kąt pod jakim patrzy kamera powinien to uniemożliwić. Wygląda to całkiem fajnie. Generalnie tytuł, chociaż ma już swoje lata, graficznie i kolorystycznie prezentuje się przyjemnie. Nie ładnie, po prostu przyjemnie. Nie kuje w oczy, nie razi, ale też nie jest dla nich miodem. Chyba można powiedzieć, że mimo tych dwudziestu pięciu lat, grafika przetrwała próbę czasu.

Komu polecić? Fani już dawno tę grę ograli. Ludziom, którzy chcą zapoznać się z serią znajdę lepsze pozycje na start. Właściwie tylko ci, którzy nie są fanami Zeldy, naprawdę lubią wchodzić w ściany i szukają czegoś trochę bardziej wymagającego od większości współczesnych gier, może będą zadowoleni. Bo fani i tak będą.

Plusy
  • Mimo lat, nadal piękna.
  • Wciąga!
Minusy
  • Poziom trudności może drażnić

Ocena końcowa: 8+/10

Dziękujemy firmie Nintendo za udostępnienie egzemplarza gry!

Autor: Spi
Data: 5 stycznia 2017, 15:56

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>