»Final Fantasy XV – Recenzja (PS4)

                                                                                                                                  3094163-ffxv1

Final Fantasy XV wywołało wśród graczy bardzo wiele emocji jeszcze na długo przed swoją premierą. Zapowiedziane w 2006 roku jako Final Fantasy Versus XIII miało być jedną z kilku gier z cyklu Fabula Nova Crystalis, w skład której miały wchodzić również Final Fantasy XIII i Final Fantasy Agito (które zostało wydane później pod nazwą Final Fantasy Type-0). Fani cyklu czekali 10 lat na przygody Noctisa i spółki. Wnioskując z wywiadów i prezentowanych na przestrzeni lat zwiastunów gry, mogliśmy oczekiwać mrocznego klimatu i historii opowiadającej losy tragicznych bohaterów. Być może oczekiwania te zostałyby spełnione, gdyby nie nagła (przynajmniej dla nas, fanów) zmiana reżysera gry, która pociągnęła za sobą również zmianę klimatu, niektórych bohaterów, a także ogólnego kierunku artystycznego i fabularnego gry. O tym jak ta 10-letnia podróż się zakończyła przeczytacie w mojej recenzji. Zapraszam do lektury.

Na początek warto określić czym tak właściwie Final Fantasy XV jest, bo nie klasyfikuje się jako typowy przedstawiciel gatunku japońskich gier RPG, a w dodatku bardzo mocno odbiega od tego, do czego przyzwyczaiła nas seria Final Fantasy do tej pory. Tym razem do czynienia mamy z grą typu Action RPG rozgrywającą się w wielkim, otwartym świecie i zarówno system walki, jak i eksploracja świata są dla cyklu czymś zupełnie nowym. Nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji ujrzeć walk wyrwanych niczym z filmu Final Fantasy VII: Advent Children, a do tego pierwszy raz w historii serii możemy podróżować po ogromnym świecie, którego zwiedzanie związane jest z naprawdę niewielką ilością ekranów wczytywania.

 ffxv_gamescom_stills_18_1471378289  ffxv_screenshot_digic_omen_005_01_27102016_1477579946

Oczywiście tym, co pierwsze rzuca się w oczy jest przepiękna oprawa graficzna. Grę przechodziłem na konsoli PlayStation 4 Pro w obydwu dostępnych trybach: z wyższą i bardziej stabilną ilością klatek na sekundę lub z lepszymi efektami graficznymi. Miałem okazję grać też na zwykłej PlayStation 4 i Final Fantasy XV za każdym razem wyglądała zdumiewająco.  Piękne otwarte tereny, lasy obfite w drzewa i krzewy, długie rozciągające się aż po horyzont drogi i piękne miasta, do których możemy wjechać (bądź w drugim przypadku wpłynąć) nie doświadczając żadnych ekranów ładowania. Do tego w grze zaimplementowany jest cykl dnia i nocy z pełną gamą różnych warunków pogodowych. Bujne fryzury mokną na ulewnym deszczu, który dodatkowo tworzy kałuże na nierównościach dróg, ubrania bohaterów przepięknie powiewają na wietrze, a oni sami zachowują się bardzo naturalnie w każdych warunkach. Gdy z nieba leje się żar narzekają na gorąc, niechętnie opuszczają samochód w trakcie deszczu i trzęsą się doświadczając siarczystego mrozu i śniegu. W całym tym pięknie razi jedynie fatalny lip sync, bo to co mówią bohaterowie zupełnie nie zgrywa się z ich twarzami. Biorąc pod uwagę jak dobrze zrealizowane są inne elementy tej produkcji, można tylko żałować, że ten element oprawy wizualnej nie został dopieszczony jak należy.

W grze dostaliśmy możliwość eksploracji dwóch dużych miast, których style architektoniczne są od siebie całkowicie odmienne. Lestallum to miasto kupców z wieloma sklepami, targowiskami, po ulicach którego przemierza ogromna ilość przechodniów. Altissia, stolica regionu Accordo, to miasto położone na wodzie, czerpiące mocno ze stylu Wenecji i Paryża – dzielnice w niej połączone są kanałami, po których pływamy gondolami, znajdziemy tam też wiele wykwintnych restauracji, drogich hoteli, itd.  Warto również wspomnieć o mniejszych mieścinach, bo podczas podróży po świecie bardzo często będziemy trafiać do hosteli i stacji benzynowych stylizowanych na amerykańskie lata 60. i 70.. Nie mogło też zabraknąć farmy Chocobo. Szkoda tylko, że w całej grze mamy tak niewiele czasu na poznanie stolicy największego w grze regionu, czyli Lucis.

Całości tego wizualnego piękna dopełnia muzyka skomponowana przez Yoko Shimomurę, którą większość graczy może kojarzyć z serią Kingdom Hearts. Osobiście miałem obawy, że dostaniemy kalkę tego samego stylu co z ww. serii, ale na szczęście tak się nie stało. Ścieżka dźwiękowa zdecydowanie ma swoje najlepsze momenty w trakcie walk. Jest bardzo orkiestralna, momentami wręcz pompatyczna, ale doskonale komponuje się z szaleństwem, które tworzy się na naszych oczach. W trakcie eksploracji też jest bardzo dobrze, na stacjach benzynowych przygrywa spokojna muzyczka w klimatach country, w opuszczonych ruinach usłyszymy utwory budzące niepokój, a podczas jazdy Chocobo z głośników zagra motyw pociesznych kurczaków w bardzo przyjemnym remixie. Muzyka nigdy nie przeszkadza, a jeżeli mamy ochotę na zmianę klimatu, to możemy podczas przejażdżek samochodem (a później także przy pomocy naszego przenośnego odtwarzacza) odsłuchiwać wcześniej zakupione soundtracki z poprzednich części serii. Nie są to całe ścieżki dźwiękowe, ale do każdej gry jest wybranych kilkanaście utworów, więc jeżeli macie ochotę na odrobinę muzyki z cyklu Final Fantasy od 1 do 14 części, lub Type-0, a nawet z filmu Final Fantasy XV: Kingsglaive i wielu innych, to nic nie stoi na przeszkodzie. Jest to świetne rozwiązanie, szkoda tylko, że w trakcie walk nie można puścić własnej muzyki, ale kto wie, może zmienią to w jednej z nadchodzących łatek.

  ffxv_gamescom_stills_20_1471379405   ffxv_screenshot_digic_omen_004_06_27102016_1477579945

Na tym kończą się elementy gry, do których nie mam praktycznie żadnych zastrzeżeń. Głównym problemem produkcji jest niestety jeden z najważniejszych elementów w grach RPG, czyli fabuła. To co teraz napiszę może wydać się bardzo absurdalne, biorąc pod uwagę, że Final Fantasy Versus XIII, które później zostało przemianowane na Final Fantasy XV, zostało zapowiedziane 10 lat temu, ale widać po tej produkcji, że zabrakło czasu na szlify. Zarówno w rozgrywce (o której później), jak i fabule da się odczuć ogromny chaos, który towarzyszył twórcom na przestrzeni ostatnich lat. Zmiana reżysera, a co za tym idzie ogromne zmiany w fabule i stylistyce nie wyszły tej produkcji na dobre. Główni bohaterowie, z którymi spędzamy kilkadziesiąt godzin praktycznie się nie zmieniają i nie wychodzą poza typowe schematy, które da się wychwycić już na początku przygody. Postacie poboczne, takie jak Cid czy Cor, wydają się z początku interesujące, ale niestety odgrywają bardzo niewielką rolę. Antagoniści też są kiepsko poprowadzeni, a niektórych z nich możemy ujrzeć tylko w jednej bądź dwóch scenach! Chyba jedynym wyjątkiem jest Aranea, która na przestrzeni całej gry jako jedyna postać zmienia swój pogląd na pewne sprawy. Do tego samej historii jest najzwyczajniej w świecie za mało. Przez pierwszą połowę gry, w której mamy do dyspozycji ogromny świat, jest jej jak na lekarstwo i przez 90% czasu wykonuje się nudne, wtórne zadania poboczne. Za to w drugiej połowie akcja zaczyna pędzić po łebkach w korytarzu rodem z Final Fantasy XIII, a wszytko dzieje się tak szybko i chaotycznie, że zaczynamy się w tym gubić. Tempo rozgrywki jest kompletnie zaburzone z tego powodu.

Kolejnym elementem gry, który jest zrobiony na szybko i bez większego pomysłu jest gameplay. System walki jest bardzo chaotyczny, momentami nie widać co się dzieje na ekranie i w znacznej mierze ogranicza się do trzymania przycisku ataku, zmiany broni i utrzymywania obrony. System rozwoju postaci jest podobny do tych z poprzednich części serii, za zdobyte podczas gry AP możemy wykupywać przeróżne zdolności, od takich zwiększających statystyki, przez nowe techniki walki, aż po różne bonusy w postaci AP za przeróżne czynności wykonywane w trakcie grania. Do tego każdy z czwórki bohaterów ma swoją konkretną specjalizację, którą możemy rozwijać. Noctis łowi ryby, z czym wiąże się minigierka, zbieranie lepszego ekwipunku do łowienia, kupowanie różnych przynęt, itd. Gladio znajduje przedmioty w trakcie eksploracji, Prompto robi zdjęcia, które przed snem możemy zapisać, i jest to naprawdę świetny element gry, którego zdecydowanie brakuje mi w innych grach, a Ignis gotuje potrawy, które nasi bohaterowie mogą zjadać przy ognisku. Produktów żywnościowych, przepisów i dań jest cała masa, a każde z nich daje inne bonusy do statystyk, zdobywanego doświadczenia, itd. Skoro już przy doświadczeniu jesteśmy, to warto wspomnieć tutaj o systemie kumulowania EXP. Za każdą walkę dostajemy punkty, jednak poziomy możemy zdobywać tylko podczas spania, co zmusza nas do odwiedzania hoteli, w których mnożnik skumulowanego doświadczenia jest  powiększony lub do rozbijania obozowisk, w których możemy spożywać posiłki dające różne bonusy, o których wspominałem wcześniej. Jest to fajne rozwiązanie, które podobnie jak w przypadku zdjęć Promto, zdecydowanie lepiej sprawdza się w grze niż na papierze.

 ffxv_gamescom_stills_24_1471379481   ffxv_gamescom_stills_74_1471379829

Kolejnymi ważnymi elementami gry, które w serii były wielokrotnie wykonane jak należy, są magia i summony. W przypadku magii mamy do czynienia z punktami podobnymi do Draw Pointów z Final Fantasy VIII. Po świecie porozrzucane są kryształy, z których możemy wyciągnąć różną ilość mocy magicznej jednego z trzech żywiołów i tak skumulowaną przerzucić do butelki, którą podczas walki użyć możemy jak bomby. Gra daje nam wiele możliwości tworzenia tego typu czarów i w zależności od tego ile i jakiego elementu użyjemy oraz jakim przedmiotem dany czar wzmocnimy, efekt będzie inny. Tak więc możemy stworzyć leczącą Thundarę, zatruwającą Blizzagę, stopujący Fire, itd. Czary możemy wyekwipować w jednym z czterech slotów na broń Noctisa bądź w dodatkowym slocie na broń innych członków drużyny, a każdy ma ograniczoną ilość użyć. Warto też wspomnieć, że rzucane przez nas czary mogą zranić naszych towarzyszy, co jest bardzo fajnym dodatkiem. Niestety cały system nie bardzo mi się podoba, wyciąganie mocy z punktów szybko staje się rutyną, a przymus żonglowania między kartami menu by stworzyć kilka sztuk danego czaru jest irytująca. Niestety jeszcze gorzej zostały potraktowane Summony, które pojawiają się tylko w określonych sytuacjach (np. przy odpowiedniej pogodzie) i właściwie ich rolę można sprowadzić do funkcji czysto fabularnej.

 ffxv_gamescom_stills_47_1471378889   ffxv_gamescom_stills_32_1471378763

Ważnym elementem przewodnim gry jest podróż i przez większość gry koncentruje się na tym właśnie motywie. W późniejszych zwiastunach Final Fantasy XV mogliśmy ujrzeć samochód, w którym będziemy spędzać czas w trakcie przejażdżek z jednego miejsca do drugiego. Regalia, bo tak nazywa się nasz pojazd, oferuje możliwość szybkiego podróżowania do uprzednio odkrytych miejsc, hoteli, parkingów i miast, a do tego pozwala nam na zakupy z jego poziomu, czy odsłuchiwania wcześniej zakupionych utworów z poprzednich części Final Fantasy. W garażu Cidney możemy zmieniać wizualnie nasz samochód zgodnie z upodobaniem. Macie ochotę na różową furę z wielką naklejką z wizerunkiem Chocobo? Nic nie stoi na przeszkodzie. Naklejek, kolorów lakieru, felg i wnętrz jest naprawdę dużo. Do tego w grze możemy zdobyć lepszą turbinę, oświetlenie odstraszające niebezpieczne bestie podczas nocnych podróży, itd. Nadwornym kierowcą jest Ignis, ale możemy także zdecydować się na manualne prowadzenie samochodu, którym niestety nie możemy dotrzeć w zbyt wiele miejsc, a do tego możliwości jego kierowania są mocno ograniczone.

Na szczęście w miejscach, w których samochód nie daje rady, możemy skorzystać z usług wypożyczalni pierzastych kurczaków. Swoim Chocobo możemy szybciej niż pieszo podróżować po świecie – mamy możliwość zmiany jego imienia, koloru upierzenia, możemy też podbijać poziomy doświadczenia i brać udział w wyścigach.

Final Fantasy XV to produkcja o ogromnym budżecie, z masą elementów dopieszczonych do perfekcji, ze światem i grafiką, których nie mieliśmy wcześniej okazji ujrzeć w serii. Zachwyca świat, zmienne warunki pogodowe, fizyka wielu elementów otoczenia i ubrań bohaterów, piękna muzyka i ciekawy, unikatowy klimat. Dbałość o niektóre, pozornie błahe szczegóły, jak możliwości Regalii, cały system gotowania i automatycznego robienia zdjęć powodują, że jest to produkcja wyjątkowa. Niestety przy najważniejszych dla mnie elementach, gra zdecydowanie łapie zadyszkę. Do czynienia mamy z ciekawą grupką bohaterów, którzy wreszcie momentami zachowują się jak prawdziwi ludzie, ale nigdy nie wychodzą poza swoje narzucone już na początku gry role i schematy. Antagoniści w większości pojawiają się tylko na chwilę, a Ardyn Izunia, jedyny wróg, którego możemy spotkać na swojej drodze kilka razy, działa nielogicznie i ostatecznie jego historia wydaje się nieciekawa i naciągana. Struktura gry i rozgrywka są bardzo chaotyczne i wraz z masą powtarzalnych i schematycznych do bólu zadań pobocznych powodują, że Final Fantasy XV jest bardzo trudno jednoznacznie ocenić. Nie jest to gra słaba, bo dużo rzeczy robi rewelacyjnie, ale szkoda, że jednocześnie w wielu aspektach zawodzi.

 

Plusy
  • Piękna oprawa graficzna
  • Ogromny, żyjący świat
  • Masa ciekawych mechanik pobocznych
  • Regalia
Minusy
  • Postacie
  • Fabuła
  • Struktura gry, nieciekawe zadania poboczne

Ocena końcowa: 7+/10

Dziękujemy firmie Cenega za udostępnienie egzemplarza gry!

Autor: Serfer
Data: 10 stycznia 2017, 16:41

Komentarze na temat “Final Fantasy XV – Recenzja (PS4)”

  1. Taras z Taraiu pisze:

    Trochę smutno widzieć w minusach fabułę i postacie, ale jednak nie jestem tym specjalnie zaskoczony. Nie mam jak zagrać i nawet nie żałuję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>