»Disgaea 2 PC – Recenzja (PC)

Gdy otrzymałem propozycję zrecenzowania Disgaei 2 w wersji PC, targały mną różne odczucia. Z jednej strony jest to seria, o której słyszałem wiele dobrego, a poziom grindu w tych grach obrósł w legendy. W opiniach, z jakimi się spotkałem, zachwalane były w głównej mierze mechaniki zabawy, dzięki którym produkcja ma być szalenie grywalna. Strasznie mnie to wszystko zaintrygowało, jednak nadal miałem w myślach moje doświadczenia z innymi produkcjami z gatunku RPGów taktycznych, szczególnie z  Final Fantasy Tactics, uważanej przez wielu za najlepszego Finala jaki kiedykolwiek powstał. Niestety, nie podzielam tego zdania. Ogrywając to 3 lata temu, pomimo świetnie zapowiadającego się wątku fabularnego, gameplay wynudził mnie niemiłosiernie. Rozważając za i przeciw zdecydowałem się dać szanse Disgaei 2. Był to jeden z moich najlepszych wyborów w życiu.
20170130204103_1
Disgaea 2 już na samym początku zachwyca za sprawą swojego intra. “Sinful Rose”, bo tak nazywa się utwór, ma całkiem chwytliwą melodię, w której zadziorne skrzypce doskonale komponują się z gitarą, a całość dopina bardzo przyjemny wokal. Tłem dla tej piosenki jest całkiem nieźle zrobiona animacja- montaż losowych scenek ukazujących postaci główne, jak i losowych przedstawicieli niektórych klas postaci. Jedyną bolączką tego klipu jest to, że wyświetlany jest on w formacie 4:3. Trzeba jednak przymknąc na to oko, bo remaster animacji mógłby mocno naruszyć budżet tego portu. Po odsłuchaniu czołówki ukazuje się nam menu główne, w którym ukryte są opcje PC. Nie ma ich za dużo – ot, poza zmianą sterowania można włączyć V-sync, zmienić rozdziałkę, UI (polecam grać na nowym UI, chyba że chcecie stracić wzrok od czytania fontów w brzydkiej rozdzielczości) oraz zmienić lub wyłączyć filtry spritów postaci. Sprity, choć nienadzwyczajne, lepiej wyglądają z którymkolwiek z dwóch filtrów niż z żadnym z nich. To, który ustawić to już kwestia gustu, bo między nimi różnica jest minimalna.
20170123202629_1
Po zabawie z ustawieniami zabrałem się już za właściwą grę. Ta zabiera nas do Veldime, krainy nad którą ciąży klątwa. Za jej sprawą wszyscy mieszkańcy tego terytorium powoli zamieniają się w demony. Akcja rozpoczyna się, gdy główny bohater – Adell (jedyny człowiek w Veldime) oraz jego matka przygotowują rytuał przyzwania Overlorda Zenona – twórcy klątwy. Chcą go zabić zanim ona zamieni ich całkowicie. Rytuał się nie udaje, a zamiast niego przyzwana zostaje jego córka  – Rozalin, druga główna bohaterka. Obrzęd złącza losy obojga bohaterów, i ci mają jeden cel, dotrzeć do Overlorda. Po tym wszystkim gra wyrzuca nas do wioski, w której mieszka Adell. Jest ona hubem w którym mamy masę możliwości. Możemy tu wyleczyć drużynę, zrobić zakupy, sprawdzić statystyki, wybrać planszę lub udać się do Item Worldu. Jest on swego rodzaju dungeonem. podzielonym na 10 plansz. Za jego ukończenie ulepszany jest przedmiot, który poprzednio wybraliśmy.  Najciekawszym miejscem w wiosce jest Dark Assembly, gdzie mamy wiele możliwości: od tworzenia nowych postaci do przegłosowywania zmiany mechanik zabawy (zmiana poziomu trudności przeciwników, więcej expa otrzymywanego od przeciwników itd.) Głosowania działają na zasadzie podobnej do tych sejmowych. Najpierw przybywamy do sali pełnej senatorów z “projektem ustawy”. Potem mamy wyświetlone, kto jest nam przychylny, a kto nie. Tych niesprzyjających nam możemy przekupić przedmiotami. Nie zawsze ta sztuka się udaje, a niektóre przedmioty potrafią tylko popsuć cały wysiłek.

20170201161847_1

Gdy skończyłem eksplorować wioskę, rozpocząłem pierwszy etap rozgrywki. Gra jest klasycznym turowym RPGiem z wieloma oryginalnymi mechanikami. Na początku musimy ulokować jednostki, które wyciągamy z oznaczonego na mapie spawnu. Po ruszeniu się daną postacią mamy do wyboru kilka opcji: “attack”, “special”, “defend”, “item” oraz “lift” i “throw”.  Dwie ostatnie są o tyle interesujące, że możemy dzięki nim podnosić inną postać z naszego party, rzucić nią i tym sposobem zminimalizować dystans, jaki musi ona przebyć, by zaatakować przeciwnika. Ewentualnie można ułożyć wieżę ze stronników, żeby wyprowadzić potężny atak na przeciwnika. W wielu planszach występują tak zwane geo panele które dają różne efekty na oznaczonym przez nie fragmencie. Wprowadza to co jakiś czas powiew świeżości podczas grindu, oraz zmusza do kombinowania. Disgaea 2 zachęca nas by bawić się rozgrywką: testować różne klasy, tworzyć drużynowe combosy czy sprawdzać nowe ataki specjalne. I w sumie cała magia grindu, z którego słyną tytuły Nippon Ichi opiera się na tej zabawie. Jest tego naprawdę dużo i sam przez 37 godzin rozgrywki spróbowałem tylko ułamek atrakcji, jaki gra ma w zanadrzu, a skończyłem główny wątek z Adellem na 97 lvlu. Gdybym miał czas, sądzę że grałbym dalej. Z drugiej strony gdybym zwlekał z tekstem, pewnie mało kogo by zainteresował.

Fabuła w grze podzielona jest na 13 rozdziałów, w których poznajemy nowe postaci oraz ich motywacje. Jesteśmy świadkami sytuacji zarówno poważnych, jak i tych bardzo absurdalnych. I właśnie ta lekkość opowiadania historii to jeden z wielkich atutów DIsgaei 2,  która pod przykrywką zabawnych gagów próbuje poruszyć problematykę relacji rodzinnych. A to wszystko w bardzo kolorowym i bogatym świecie. I mogę tylko powiedzieć, że opowieść tak bardzo mnie wciągnęła, iż wspólnie z mechanikami gry, była dla mnie motorem napędowym do grindu. Więcej nie chcę mówić, bo bym zepsuł wrażenia z poznawania historii.

Warstwa wizualna wywarła na mnie mieszane uczucia Z jednej strony projekty graficzne bohaterów i tła są prześliczne, dominują w nich jaskrawe, przyjemne dla oka barwy. Szczególnie podobał mi się projekt Rozalin, która pomimo mroczniejszego designu, emanowała bogatą paletą kolorów. Strasznie brzydko wygląda za to gra sama w sobie. Sprity postaci są brzydkie, i w zasadzie nie wyglądały dobrze już 11 lat temu, gdy pierwsza wersja Disgaei 2 zadebiutowała na PS2. Najgorzej wyglądają za to tła poziomów, szczególnie te, które mają imitować trawę. Pod tym względem gra nie wypada najlepiej. Dużo dobrego mogę powiedzieć za to o soundtracku. Ten dosyć szybko wpada w ucho i nieźle buduje atmosferę. Bardziej spokojne utwory odgrywane są podczas scen z rodziną Adella. Te z dziwnym brzmieniem usłyszeć można z kolei podczas którejś z wielu absurdalnych akcji itd. Moim ulubionym utworem jest Cyber Dance, który można wybrać jako jeden z utworów przygrywających nam w item worldach i idealnie pasuje on do szybkiej rozgrywki, jaka tam panuje.

20170201175540_1

Muszę nadmienić że Disgaea 2 PC to trzecie wydanie tej produkcji. Pierwsze zadebiutowało na PS2 11 lat temu. Wersja, którą recenzuję bazuje na Disgaea 2: Dark Hero Days na PSP. Dodała ona do pierwowzoru kilka nowych klas i mechanik, jak również nową kampanię, w której sterujemy Axellem- postacią komediową pojawiającą się w głównym wątku gry. Port na PSP wprowadził również DLC zawierające dodatkowe postaci. Całą tę zawartość dostajemy w edycji PC w  cenie 20€. I myślę, że jest to rozsądna cena, patrząc na inne edycje na portalach aukcyjnych, chyba że posiada się wersję na PSP. Poza osiągnięciami i zremasterowanymi rysunkami, gra na PC dodaje mało nowości. Muszę za to pochwalić stabilność portu, który nie wysypał się podczas częstego “alt+tabowania” w trybie pełnoekranowym.

Jako nowicjusz w serii bawiłem się fenomenalnie z Disgaeą 2. Świetny gameplay i niezła fabuła sprawiły, że 37 godzin minęło mi bardzo szybko, a barwne postaci pozostaną mi na długo w pamięci. Sądzę,że warto spróbować tego tytułu, bo jest to doświadczenie bardzo przyjemne i unikatowe, a ja po chrzcie bojowym w gatunku taktycznych RPGów może dam drugą szansę FF: Tactics.

20170203225602_1

PS. Podziękowania za korektę  Kropie :*

Plusy
  • Niezły port PC
  • Świetne mechaniki zabawy
  • Muzyka...
  • ...a zwłaszcza wspaniałe intro
  • Duże możliwości podejścia do jednego poziomu
  • Kolorowy świat Disgaei
  • Długość
  • Mnogość rzeczy do robienia po ograniu wątku głównego
Minusy
  • Sprity pamiętają jeszcze erę PS2
  • Mało nowości względem Dark Hero Days

Ocena końcowa: 9/10

Dziękujemy firmie NIS America za udostępnienie egzemplarza gry!

Autor: Pojler
Data: 14 lutego 2017, 16:06

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *