»Animatsuri 2018 – Relacja

W dniach 20 – 22 lipca w warszawskim Centrum Konferencyjno-Szkoleniowym odbyła się kolejna edycja Warszawskiego Festiwalu Kultury Japońskiej Animatsuri, sztandarowej imprezy stowarzyszenia Animatsuri. W tym roku motywem przewodnim były gry j-RPG, czyli tematyka bliska naszemu serwisowi oraz graczom z całej Polski i nie tylko.

Pierwszym aspektem każdego konwentu jest kolejka na akredytacje. Odbyła się ona zaskakująco całkiem sprawnie – uczestnicy zostali wpuszczani na conplace znacznie wcześniej, niż zakładano. Na konwentowiczów czekały starter-packi zawierające standardowe rzeczy takie jak rozpiska atrakcji, informator, identyfikator ze smyczą i konwentowa przypinka. Fajnymi nowinkami w owych paczkach były wachlarze z logiem konwentu i zupki instant – Oyakata. Owe wachlarze w pewien sposób rozwiązały największy (moim zdaniem) problem konwentu odbywającego się w CKSie, czyli straszną duchotę. Ponadto na terenie konwentu były rozdawane woreczki z „Warszawską Kranówą”, więc nie można powiedzieć, że organizator nie dbał o uczestników. Osoby, które były zeszłorocznej edycji konwentu, nie będą zaskoczone w temacie sleep-roomów. Miejsce do spanka nie uległy zmianom. Jeden mieścił się w budynku B (tam również mieściły się prysznice dla uczestników, o których później wspomnę) oraz w budynku A, gdzie mieścił się praktycznie cały konwent. Podobnie jak rok temu sleepy nie były dostępne dla ludzi, którzy opłacili wejściówkę na miejscu – tylko rezerwacja.

Lista atrakcji była obszerna – odważnie stwierdzę, że każdy znalazłby sobie coś interesującego. Sam przebywałem głównie na atrakcjach okołogrowych, a z uwagi na motyw główny konwentu było ich na tyle dużo, że musiałem często rezygnować z jednej atrakcji na rzecz drugiej. Atrakcje trzymały równy, wysoki poziom. Z większości wyniosłem trochę wiedzy, a na konkursach bawiłem się również bardzo dobrze. Tu wspomnę chociażby o panelu o Final Fantasy 7, w którym Cell767 z sensem opowiedział: co w tej grze grało, a co nie. Z konkursów najlepiej bawiłem się na konkursie wiedzy z nadchodzących gier, wiedzówce z serii BoJack Horseman oraz Kalamburach Growych – wszystkie prowadził znany wam z naszego serwisu Mkali. Z atrakcji poza growych byłem na „Pierwszy Raz na Konwencie” od Duo, który podzielił się z uczestnikami wiedzą, co robić by nie wyjść na totalnego idiotę, a historie którymi podpierał swoje argumenty, są wręcz nie do uwierzenia. Tego typu rzeczy odbywały się nie tylko na konwentach mangowych, a również bardzo często na fantastycznych. Wpadłem na dość interesujący panel na temat Fandomu, który w zastępstwie poprowadził Slova. Bowiem prelekcja w tym roku skupiła się na pewnym powracającym magazynie o tematyce manga i anime (któremu jako redakcja życzymy dużo sukcesów) – Kawaii.

Konsolówka w tym roku była wyjątkowo uboga, zabrakło chociażby Rock Bandów czy Dance Dance Revolution. Z gier rytmicznych były m.in. Sound Voltex, JuBeat oraz Ultrastar, z których ostatni odbywał się przy bufecie. Prym wiodły bijatyki, m.in Dragon Ball FighterZ i Street Fighter V – tu zabrakło Tekkena 7, co dziwi przy popularności owego tytułu. Turnieje były prowadzone głównie z fighterów, jednakże najciekawszymi była seria mini turniejów na Switchu, gdzie zawodnicy ogrywali różne kompetytywne tytuły dostępne na konsoli dużego N. Na sali konsolowej można było również pograć w tradycyjne japońskie gry, jak chociażby hanafuda czy shogi.

Na głównej scenie odbyły się koncerty oraz pokaz Cosplayu. Tego drugiego chyba nigdy nie polubię. więc jedynie na co ponarzekam w jego wypadku, to na  bardzo słabą akustykę, przez którą praktycznie nic nie było słychać na sali. Po konkursie Cosplayu odbył się koncert -IX- Nine, który musiał zostać przerwany przez awarie systemu nagłośnieniowego. Z pozytywnych rzeczy z pewnością musze pogratulować pomysłowości organizatorom, gdyż osobiście nie spodziewałem się koncertu Heroes Orchestry, pasjonatów którzy grają własne aranżacje muzyki z serii Heroes of Might and Magic, a że w latach szczenięcych grałem dużo w trzecią część Heroesów, to owe kawałki pieściły ośrodki mojego mózgu odpowiedzialne za nostalgie i patrząc po pełnej sali, nie tylko moje. Na korytarzach miedzy salami prelekcyjnymi wystawiło się całkiem dużo wystawców, wydawnictwa mangowe, sklepy z gadżetami, stoisko z japońskimi słodyczami oraz stoisko z grami wideo, więc każdy fan kultury popularnej mógł się porządnie zaopatrzyć. Bufet oferował w całkiem niskich cenach japońskie przysmaki m.in ramen, sushi i okonomiyaki. Budżetową opcją gastronomiczną było stoisko animatsuri, na którym można było kupić chociażby tosty i naleśniki, tam też można było dostać wrzątek do przygotowania zupki instant. Największą niespodzianką tegorocznej edycji był powrót samowody-kuna, czyli konwentowego baseniku, o który bardzo często proszono organizacje. Jedynym rażącym błędem organizacji była dezinformacja o dostępie do pryszniców, które mimo wszystko są bardzo ważne w życiu każdego konwentowicza. Warto mimo to pochwalić pracę helperów, gdyż infrastruktura sanitarna była bardzo czysta.

Podsumowując tegoroczna edycja Animatsuri poprawia kolejne błędy, które namnożyły się od czasu gdy konwent zmienił lokalizacje na CKS. Cieszy więc, że impreza jest cały czas ulepszana i nadal sprawia, że chce się tam wracać co roku. Przy okazji chciałbym serdecznie podziękować Organizacji za możliwość uczestniczenia w konwencie oraz przy okazji wszystkim znajomym, którym mogłem przybić piątki, lub pogadać o gierkach, animu i życiu. Do zobaczenia za rok!

Autor: Pojler
Data: 30 lipca 2018, 18:20

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *