»Animatsuri 2017 – Relacja

Kolejny rok, kolejne Animatsuri. Od blisko dekady to od właśnie tej imprezy rozpoczynałem planowanie swojego roku konwentowego. Minęły już czasy gdy ten konwent nie miał sobie równych i gromadził ludzi z całej polski. Wciąż jednak jest to główny konwent warszawskiej edycji, który zwykł zaskakiwać uczestników. Jak było tym razem? Zapraszam do lektury.

Na konwencie zjawiłem się już dzień wcześniej i było to dobrą decyzją, bo dzięki temu uniknąłem jednej dwóch wielkich bolączek Animatsuri – koszmarnej akredytacji. Jednakże drugi rok z rzędu dostałem złą opaskę, o czym dowiedziałem się przypadkiem od znajomego ochroniarza, zresztą nie tylko ja ale i kilka znajomych osób też tak miało, a wyjaśnienie sytuacji wiązało się z problemami w postaci ponownie nie panującym nad sytuacją i nerwami koordynatorem tejże. Mimo wszystko nie miałem tak źle bo spotkałem sporo osób, które nie otrzymały nawet identyfikatora. Kolejnym problemem Animatsuri jaki  znów dał się znać jest totalny brak przepływu informacji. Parokrotnie mijałem wystawców szukających swojego sleepa, których członkowie ekipy kierowali to na pierwsze to na trzecie piętro. Ponadto w informacji od różnych osób można było usłyszeć kolejno to, że albo można dopłacać do nagród, to znów nie można by ostatecznie okazało się, ze jednak jest taka możliwość. Podobnie było z informacją o anijenach. To była mowa, że od nowego roku nie będą obowiązywać stare żetony, następnie poszło sprostowanie, że dotyczy to tylko tych „zastępczych” wypisywanych na różnych kartach. Jaka jest ostateczna wersja? Nie wiem.

Co można było otrzymać na akredytce? Tradycyjnie identa, biuletyn informacyjny i pokaźny plan atrakcji wraz z mapką konwentową. Nie wnikałem czy przysługiwał mi ten specjalny zestaw w papierowej torbie wraz z plakatem i paroma drobiazgami gdyż nie czułem potrzeby posiadania takiego. Warto jednak zaznaczyć, że jest ekipa, która daje konwentowiczom coś więcej niż absolutne minimum. Z tego co pamiętam można było też dostać jakieś karty z cosplayerami przy lepszej wejściówce, ale takie gadżety mnie już totalnie nie interesowały.

W tym roku nieco przemodelowano rozmieszczenie sal. Pozbyto się atrakcji z budynku C co jest doskonałym pomysłem, ale wciąż było kilka sal dziwnie wyizolowanych. Myślę że spokojnie można by zmieścić wszystkie konkursowo-panelowe sale na jednym piętrze. Podobało mi się za to rozmieszczenie całej reszty (no prawie). Wystawcy byli na drugim i trzecim piętrze, na czwartym zaś ustanowiono strefę gastronomiczną i tu mały minus bo na wprost niej mieścił się Ultrastar, chociaż z drugiej strony tłumy jakie zazwyczaj gromadzi ta atrakcja mogły by się ugotować w sali. Na piątym piętrze było za to niemal całkowicie pusto prócz kilku gier muzycznych przed wejściem na maina. Na trzecim piętrze była też ogromna sala z konsolami, planszówkami, grami japońskimi oraz Rock Bandem. To ostatnie zdecydowanie zasługuję na odizolowanie od pozostałych atrakcji z korzyścią dla obu stron. W tym roku wykorzystano też amfiteatr, na którym odbywały się różne pokazy typu karate czy broni białej, a w przerwach swobodnie korzystali z niego konwentowicze. Generalnie jest to świetne miejsce wypoczynkowo-integracyjne. Na zewnątrz czekał też na nas grill oraz stanowisko z sushi, jeśli nie odpowiadała nam oferta żywieniowa z czwartego piętra aczkolwiek przez długi czas nieczynne ale jak już karmili to ledwo talerz doniosłem do sali. Standardowo jak to na Animatsuri bywa w trakcie imprezy odbywał się konwentowy LARP i tradycyjnie totalnie go zignorowałem, bo wiedziałem że nie będę miał na to czasu. Uczestnicy, którzy skusili się na niego pewnie byli zadowoleni, gdyż raczej nikt nigdy na żadną edycję nie narzekał.

Przejdźmy jednak do tego co głównie powinien oferować konwent, a mianowicie sale z atrakcjami. Tutaj mam mieszane uczucia. Z jednej strony naprawdę fajne atrakcje, widać że tworząc go wybrano ludzi, którzy znają się na swojej robocie i raczej obyło się bez kwiatków(mam nadzieję) pokroju bełkotliwego panelu o psychologii z zeszłego roku. Z drugiej strony często dziwnie wybrane godziny, a w moim przypadku dwie podobnie tematyczne atrakcje odbywały się właściwie w tym samym czasie, no i klasycznie przez stosowany przez Animatsuri system z połówkami godzin plan był raz, że średnio czytelny dwa po prostu przeszkadzał w swobodnym uczestniczeniu w interesujących punktach programu. Zawodziła też lista gości, której spis był mniejszy, niż regulamin imprezy i właściwie nie prezentował też nikogo nowego a i w mojej opinii nikogo interesującego, wyłączając pana Knapika, który to ponownie zgromadził tłumy. Cosplay też nie porywał, raz że poziom był co najwyżej średni, a dwa coś kiepsko było go słychać w tym roku.

Jak mogę podsumować konwent? Z jednej strony bawiłem się świetnie, bo cały czas miałem co robić przez co z wielu atrakcji nie skorzystałem, z drugiej męczą już te same błędy od lat (acz w tym roku jeśli chodzi o zaopatrzenie techniczne to było lepiej, bo raczej nikt się nie uskarżał na niesprawny sprzęt lub jego brak w ogóle). Zrezygnowano w tym roku ze szkoły noclegowej co tylko wyszło imprezie na dobre, niemniej uczestników było jeszcze mniej niż rok temu. I tu rodzi się pytanie czy droga, którą obiera sobie warszawskie stowarzyszenie jest dobra. Na pewno kiepsko było by zrobić krok wstecz do szkoły, z drugiej jak widać cena dla niektórych jest zaporowa, a i spadająca przez lata reputacja i renoma zrobiły swoje. Niemniej jeśli niebo nie zawali się na głowę to w przyszłym roku z pewnością zawitam do stolicy i zobaczymy jak będzie, do czego i Was zachęcam.

Autor: CELL767
Data: 30 października 2017, 23:20

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *